Katarzyna Mlek
Ludzie często biorą mnie za żywą Barbie. Lubię kolorowe fatałaszki, buciki na obcasikach, słodycze i błyskotki. Łatwo wpadam w zachwyt i często mrugam ze zdziwienia. Nie rozumiem aluzji, biorę rzeczy jakimi są, stąd pewnie ta etykieta. Dopóki nie pojawił się na świecie mój ukochany syn, nie wiedziałam, że wolno zachwycić się odblaskiem słońca w kluczach; jest to zachwyt uzasadniony. Nikt nie powinien się temu dziwić i przewracać oczami z zażenowania. Świat jest fajny.
Biorę rzeczy jakimi są, to widać na moich obrazach. Chcę, aby moi odbiorcy mogli dzielić moją wizję świata. Nie chcę im jej przekazywać dosłownie, mają wsłuchać się w siebie i oceniać moje dzieła na poziomie odczuć. Dostrzec i pokochać życie tak samo jak ja. Bo jest przyjemne.

